Niemiecki ksiądz u progu Auschwitz

Kiedy pierwszy raz go spotkałem, pomyślałem: „Boże, co za człowiek!”.

Gdybym wtedy – a było to dziewięć lat temu – zajmował się już pisaniem książkowych wywiadów, byłby on pewnie moim pierwszym rozmówcą. Nie spotkałem w swoim dotychczasowym życiu człowieka, który robi tak niesamowicie piękne rzeczy, że powinno się o nich krzyczeć na dachach, a o jego istnieniu wie tak mało ludzi.

Urodził się w powojennych Niemczech, kiedy w szkołach i w rodzinach o Holokauście się nie mówiło. Jadąc jako młody pacyfista na wolontariat w Izraelu poprzedzony wizytą w Auschwitz, nie wiedział, jaki wstrząs go czeka. Po latach, już jako ksiądz, wrócił do Oświęcimia. I został do dziś.

W naszych rozmowach opowiada o swojej niezwykłej drodze – u progu byłego obozu żyje już ponad 30 lat – i o tym, co stara się robić, żeby „ostatnie słowo w Auschwitz nie należało do Hitlera”. Dzieli się historiami ludzi – w szczególności byłych więźniów – które stały się dla niego drogowskazami. Próbuje znaleźć osobistą odpowiedź na pytania, z którymi nieustannie się konfrontuje.

Dlaczego ulegamy zbrodniczym ideologiom? Jak budować relacje pomimo bolesnych zranień? Gdzie jest Bóg, kiedy cierpią niewinni ludzie? Czy miłość i wiara po doświadczeniu Zagłady są w ogóle możliwe? Jak odnajdywać światło nawet w największych ciemnościach? O czym woła do nas – także dziś, a może szczególnie dziś – ziemia w Auschwitz?

Jestem głęboko przekonany, że dziś, w czasach niepokojów, kiedy ciemność wydaje się atakować z wielką siłą i odbiera nadzieję, bardzo potrzebujemy ludzi, którzy robią wszystko, co w ich mocy, żeby ostatnie słowo nie należało do zła, ale do dobra. Ksiądz Manfred Deselaers jest taką osobą.

Z całego serca zapraszam Was do poznania jego historii.

***Od dziś nasza książka jest dostępna w przedsprzedaży. Można ją zamawiać na znak.com.pl

Premiera za nieco ponad miesiąc.